Czy starzy ludzie są przemądrzali?
O tym, że nie wiem jaki będzie świat naszych dzieci
8/27/20265 min read


Przygotowujemy dzieci do świata, którego sami nie znamy
Wrzesień znowu stawia dzieci w ławkach, a dorosłych w dobrze znanej roli tych, którzy wiedzą, czego młodzi powinni się nauczyć. Problem w tym, że coraz częściej przygotowujemy ich do życia w świecie, którego sami jeszcze nie znamy.
Koty też się starzeją.
Starszy kot może patrzeć na młodszego z całym swoim życiowym doświadczeniem. Wie, gdzie najlepiej spać, o której godzinie pojawia się jedzenie i z którego miejsca na parapecie najlepiej obserwować świat.
Tyle że świat kota przez te kilkanaście lat nie zmienia się aż tak bardzo.
Nasz — owszem.
Człowiek urodzony siedemdziesiąt lat temu zaczynał życie w rzeczywistości tak odmiennej od dzisiejszej, że czasami trudno uwierzyć, iż mieści się ona w granicach jednego ludzkiego życia. Człowiek czterdziestoletni również pamięta świat bez smartfonów, mediów społecznościowych, sztucznej inteligencji i wielu zawodów, które dzisiaj są czymś zupełnie zwyczajnym.
A dziecko, które właśnie zaczyna szkołę, prawdopodobnie będzie pracowało jeszcze w latach siedemdziesiątych XXI wieku.
Nie mamy pojęcia, jak będzie wtedy wyglądał świat.
Doświadczenie nie jest już gotową instrukcją
Przez większą część historii człowieka wiedza starszych miała ogromną wartość praktyczną.
Jeżeli dziadek wiedział, jak uprawiać ziemię, budować dom, prowadzić gospodarstwo czy wykonywać określony zawód, istniała spora szansa, że ta wiedza przyda się również jego dzieciom i wnukom.
Świat zmieniał się wystarczająco wolno, żeby doświadczenie jednego pokolenia mogło być mapą dla następnego.
Dzisiaj mapa starzeje się znacznie szybciej.
Nie oznacza to, że doświadczenie starszych ludzi stało się bezwartościowe. Przeciwnie. Nadal możemy przekazywać dzieciom wiedzę o relacjach, odpowiedzialności, stracie, miłości, cierpliwości, konsekwencjach decyzji, ludzkiej naturze.
Ale coraz trudniej przekazać im gotową instrukcję tego, jak mają żyć.
Bo sami nie wiemy, w jakim świecie będą żyli.
A jednak bardzo lubimy wiedzieć lepiej
Dorośli mają pewną naturalną pokusę.
Skoro przeżyliśmy już czterdzieści, pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat, łatwo dojść do wniosku, że wiemy, co jest rozsądne.
Jaki zawód wybrać.
Co zapewnia bezpieczeństwo.
Jak powinna wyglądać dobra praca.
Jak budować relacje.
Co jest stratą czasu.
Co „się opłaca”.
Jak należy się zachowywać.
Problem polega na tym, że część tych przekonań powstała jako odpowiedź na świat, który już nie istnieje.
To, co dla rodzica było najlepszą strategią przetrwania i rozwoju, nie musi być najlepszą strategią dla jego dziecka.
A czasem może być wręcz przeszkodą.
Wrzesień jest dobrym momentem, żeby o tym pomyśleć
Początek roku szkolnego bardzo łatwo uruchamia w dorosłych potrzebę kontroli.
Plan lekcji. Oceny. Zajęcia dodatkowe. Korepetycje. Języki. Sport. Egzaminy. Wybór szkoły. Studia. Przyszłość.
Chcemy dobrze.
Najczęściej naprawdę chcemy dobrze.
Tylko być może warto od czasu do czasu zadać sobie pytanie:
Do czego właściwie przygotowuję moje dziecko?
Do świata, który znam?
Czy do świata, który dopiero powstanie?
Jeżeli do tego drugiego, być może najważniejszą rzeczą nie będzie nauczenie dziecka wszystkich odpowiedzi.
Być może ważniejsze będzie nauczenie go, co robić wtedy, kiedy odpowiedzi nie ma.
Młodzi potrzebują czegoś więcej niż naszych rad
Dziecko, które będzie żyło w świecie szybkich zmian, będzie potrzebowało zdolności do uczenia się od nowa.
Do zmiany zdania.
Do rozpoznawania własnych potrzeb.
Do odróżniania informacji od manipulacji.
Do tolerowania niepewności.
Do podejmowania decyzji bez gwarancji, że są właściwe.
Do budowania relacji.
Do proszenia o pomoc.
Do podnoszenia się po porażkach.
Do życia ze świadomością, że nie wszystko można przewidzieć i kontrolować.
I być może właśnie tutaj doświadczenie dorosłych może być naprawdę bezcenne.
Nie wtedy, kiedy mówimy młodemu człowiekowi:
„Ja wiem, jak powinieneś żyć”.
Ale wtedy, kiedy możemy powiedzieć:
„Nie wiem, jak będzie wyglądał twój świat. Mogę jednak pomóc ci nauczyć się w nim odnajdywać”.
To wymaga od dorosłych pewnej pokory
Może właśnie tego najbardziej potrzebują dzisiejsze dzieci.
Nie dorosłych, którzy zrezygnują z granic, odpowiedzialności czy wychowania.
Nie rodziców, którzy powiedzą: „rób, co chcesz”.
Potrzebują dorosłych, którzy potrafią jednocześnie być oparciem i przyznać:
„Nie wiem wszystkiego”.
To wcale nie osłabia autorytetu.
Może tworzyć jego dojrzalszą wersję.
Bo autorytet nie musi polegać na posiadaniu wszystkich odpowiedzi.
Może polegać na umiejętności myślenia, refleksji, przyznawania się do błędów i pozostawania obok drugiego człowieka również wtedy, kiedy przyszłość jest niepewna.
Najpierw sami musimy dorosnąć
Jest w tym jednak coś jeszcze, o czym jako dorośli nie zawsze chcemy pamiętać.
Jeżeli chcemy wychować młodego człowieka, który potrafi myśleć, ufać sobie, podejmować decyzje, ponosić ich konsekwencje, podejmować ryzyko, pracować, budować relacje i brać odpowiedzialność za własne życie, sami musimy próbować takim człowiekiem być.
Nie wystarczy dziecku o tym opowiadać.
Trudno nauczyć je tolerowania niepewności, jeśli sami reagujemy lękiem na wszystko, czego nie możemy kontrolować. Trudno uczyć samodzielnego myślenia, jeśli oczekujemy przede wszystkim posłuszeństwa. Trudno mówić o odpowiedzialności, jeśli nie potrafimy przyznać się do własnego błędu. Trudno nauczyć młodego człowieka zaufania do siebie, jeśli nieustannie pokazujemy mu, że to my wiemy lepiej, co powinien czuć, myśleć i wybierać.
I czasami właśnie dlatego na terapię nie powinno iść tylko dziecko.
Czasami to rodzic potrzebuje przyjrzeć się własnym lękom, przekonaniom, potrzebie kontroli, sposobowi budowania relacji czy temu, co sam wyniósł ze swojego domu. Nie po to, żeby stać się rodzicem idealnym. Taki nie istnieje. Ale po to, żeby stawać się człowiekiem bardziej świadomym, odpowiedzialnym i dojrzałym.
Bo dorosłość przychodzi z wiekiem. Dojrzałość niekoniecznie.
I może również dlatego warto ostrożniej mówić, że współczesna młodzież „nie szanuje starszych”.
Sam wiek nie może być wystarczającym powodem do autorytetu.
Szacunek dla drugiego człowieka jest wartością niezależnie od tego, czy ma on siedemnaście, czterdzieści czy siedemdziesiąt lat. Natomiast autorytet budujemy tym, jak żyjemy: odpowiedzialnością, uczciwością, mądrością, zdolnością do refleksji, szacunkiem dla innych i gotowością do uczenia się również wtedy, gdy jesteśmy już dorośli.
Być może naszym zadaniem nie jest przygotować dzieci do konkretnego świata
Bo ten świat zdąży się zmienić.
Być może mamy przygotować człowieka, który poradzi sobie ze zmianą świata.
Człowieka, który zna siebie.
Potrafi myśleć.
Potrafi budować relacje.
Umie korzystać z doświadczenia innych, ale nie musi bezrefleksyjnie powtarzać ich życia.
Potrafi wybierać.
I bierze odpowiedzialność za swoje wybory.
Kiedy więc we wrześniu po raz kolejny zapytamy dziecko:
„A co ty właściwie zamierzasz robić w przyszłości?”
może warto pamiętać, że odpowiedź na to pytanie naprawdę może jeszcze nie istnieć.
Bo jego przyszłość dopiero się tworzy.
A my — choć jesteśmy starsi — również zobaczymy ją po raz pierwszy.
Jeżeli chcemy, żeby młodzi ludzie mieli w nas oparcie w świecie, którego sami nie potrafimy przewidzieć, być może nie musimy wiedzieć od nich więcej o tym świecie.
Musimy być ludźmi, na których warto się oprzeć.
Adres
ul. Skłodowskiej
35-036 Rzeszów
Kontakt
+48 883 772 889
fomar@interia.pl